Jak wykonać łuk płaski z leszczyny

Drewniany łuk to marzenie pasjonatów tradycyjnego łucznictwa. Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak wykonać taką broń – ten wpis jest dla Ciebie. Nie jest to kompendium wiedzy na temat wytwarzania łuków. To jest poradnik, w którym przedstawiam wybrane metody, dzięki którym wykonałem ten konkretny łuk płaski z leszczyny. Dzięki niemu możesz jednak poznać pewne ogólne reguły tworzenia flatbowów. Jeśli chcesz poznać drogę, którą przebyłem od ścięcia drzewa, po ostatnie szlify, by kawałek drewna mógł ostatecznie stać się piękną, tradycyjną bronią, a później spróbować własnych sił – przygotuj się na to, że droga ta jest długa i niełatwa. Ale bez przesady. To jest wykonalne.

Jak zrobić łuk? Najlepiej wziąć pień drzewa i usunąć wszytko, co łukiem nie jest. To najprostsza recepta. Niestety zastosowanie jej w praktyce może nie być wcale oczywiste. Zdaję sobie sprawę z tego, że czytając ten tekst, możesz nie mieć pojęcia o podstawach tworzenia łuków, a część terminów, których tu użyję, może być niezrozumiała, więc – jeśli tak jest – odsyłam Cię do serii moich wideoporadników dla początkujących. Ostatni z tych filmów obrazowo pokazuje proces powstania łuku, którym się dzisiaj zajmiemy, co powinno znacznie ułatwić sprawę.

Żeby stworzyć łuk, potrzebujesz narzędzi. Jeśli tego nie zrobiłeś, przeczytaj o Podstawowych narzędziach potrzebnych do wykonania łuku. A teraz, po krótkim wstępie, przechodzimy już do właściwego opisu.

Drewno

W tym przypadku zdobycie materiału było bardzo łatwe. Kto widział na moim kanale ujęcia ze strzelania, ten wie skąd biorę leszczynę, bo widać ją w tle, gdzie rośnie w oczekiwaniu na to, że któregoś dnia stanie się czymś wspanialszym. Żeby znaleźć odpowiednio gruby pień, trzeba znaleźć odpowiednio starą leszczynę. Teraz, kiedy piszę te słowa, nie pamiętam już dokładnej pory wycinki. Wiem jednak, że nie była to zima. Było to późną jesienią albo wczesną wiosną. Nie miałem też od razu czasu na przygotowanie materiału do sezonowania. Pozostawiłem pień w całości, w temperaturze, która panowała na zewnątrz, tyle że pod dachem. Wróciłem do niego po kilku miesiącach.

Przy pomocy siekiery i klinów rozszczepiłem pień na dwie szczapy. Rozszczepianie najlepiej zacząć od tej części pnia, która znajdowała się bliżej podłoża – czyli po prostu od grubszej strony. Wbijamy siekierę, uderzając młotkiem, a potem poszerzamy przy pomocy klina powstałe pęknięcie. Dalej wbijamy drugi klin. Pierwszy się uwolni, więc powtarzamy czynność do całkowitego pęknięcia pnia. Jeśli nie zdobędziesz stalowych klinów, możesz je wykonać z drewna.

Leszczyna rośnie w miarę prosto, więc nie miałem problemów z równym rozkłuwaniem. I teraz zrobiłem dwie rzeczy, które miały coś pokazać. Jedną ze szczap okorowałem, drugiej nie. W przypadku obu nie zamalowałem również niczym końców (zamalowanie chroni przed zbyt szybkim uciekaniem wilgoci, a w konsekwencji pękaniem podczas sezonowania). Uwaga odnośnie do zdejmowania kory: pod korą znajduje się pierwszy zewnętrzny słój drzewa. Ten słój będzie w przyszłości grzbietem łuku – miejscem najbardziej narażonym na rozciąganie, więc nie można go zestrugać czy przeciąć. Powinien być zachowany w całości. To dlatego nie zdjąłem kory dokładnie, do białego drewna. Powierzchnia była zbyt nierówna. Następnie odłożyłem drewno do przewiewnej szopy, żeby nieco podeschło. Po rozszczepieniu pnia, było nadal wilgotne, więc wolałem nie zmniejszać rozmiaru szczap. Tak długie suszenie nie jest wprawdzie konieczne, ale obróbkę zacząłem dopiero po 8 miesiącach.

Po tym czasie dało się zaobserwować wynik eksperymentu. Wilgotność obu szczap była podobna, ale na końcach jednej z nich pojawiły się pęknięcia. Ten sam pień, te same warunki, ten sam okres suszenia, a drewno z korą pękło na grubszym końcu na długość kilku centymetrów. Na drugim końcu również pojawiło się pęknięcie. Efekt był taki, że jeden z kawałków trzeba było skrócić, a w przypadku (takim jak ten), gdy pień nie był zbyt długi, więc nie było też zapasu materiału, jest to strata znacząca. Czasem może wręcz uniemożliwić wykonanie planowanego przez nas łuku. Spiłowałem pęknięte końce, zdjąłem od początku niepotrzebną korę, i zabrałem się do ociosania szczap, by schły szybciej. W tym momencie pojawiła się potrzeba wyznaczenia ich środka. Łatwo można to zrobić przy użyciu sznurka, a od linii środkowej nietrudno już wyznaczyć granice, do których szczapa zostanie zredukowana. W tym momencie warto pamiętać o możliwym krzywieniu się drewna podczas suszenia, dlatego zostawiłem jeszcze spory zapas szerokości. Przy rysowaniu linii przydatna jest długa, elastyczna linijka.

Nie używałem tu elektrycznych pił. Podszedłem do sprawy tradycyjnie – z toporkiem. Podczas ciosania, nad którym nie będę się tu rozwodził, bo nagranie lepiej pokazuje tę czynność, pojawiające się przy niej problemy i ich rozwiązanie, warto pamiętać, że to rzecz ryzykowna. I już nie chodzi mi o palce, przed ucięciem których przestrzegałem w filmie na poziomie II (jeśli nie wiesz o co chodzi z tymi poziomami, obejrzyj, przyda Ci się). Postawię sprawę jasno: raz grzmotniesz w przyszły grzbiet łuku i jest po zabawie.

Kiedy szczapy przyjęły już zaplanowany kształt, położyłem je w swoim pokoju, gdzie mogły bardziej wyschnąć.

Nieudana próba

Przygotowanie drewna trwa dość długo (przy dużym szczęściu można ten czas skrócić do 2-3 miesięcy, ale to i tak wymaga cierpliwości), więc warto zatroszczyć się o większą ilość materiału, nawet jeśli ostatecznie zrobimy tylko jeden łuk. Ja miałem dwie szczapy. To minimum. I miałem szczęście, że dwie szczapy miałem. Na Teutatesa! Jakież było rozczarowanie i ileż frustracji, gdy pierwszy z łuków się nie udał. Nie wiedziałem czy śmiać się, czy płakać. Wszystko nagrywałem, więc trwało to trzy razy dłużej, niż normalnie. Nie ma to jak robić poradnik o tym, jak zrobić łuk i złamać łuk.

Łuczarstwo to istna szkoła cierpliwości. Znajdujesz w końcu odpowiednie drzewo, sezonujesz je, obrabiasz stopniowo, potem żmudnie wydobywasz ze szczapy kształt łuku, a po kilku miesiącach zaczynasz nadawać mu profil. I kiedy zaczyna już wyglądać obiecująco – słyszysz trzask. I co? Trudno. Trzeba się przyzwyczaić. Pierwszy podobny łuk złamałem ponad 10 lat temu i – jak widać – doświadczenie nie chroni przed porażką. Frustracja przyjmie znacznie mniejsze rozmiary, jeśli będzie na Ciebie czekał kolejny kawałek drewna, z którym po kilku godzinach wrócisz do momentu, w którym Ci brutalnie przerwano.

Wycięcie kształtu łuku


Po porażce, wziąłem na warsztat drugą szczapę. Nawiasem mówiąc, była to ta, którą okorowałem jako pierwszą. Wymiary, które widać na rysunku powyżej, naniosłem najpierw na grzbiet.

Pożądaną szerokość uzyskałem znów przy użyciu toporka. Wyciosałem nim również majdan, ale jeśli nie chcesz tak ryzykować, użyj piły. Może być ręczna. Kiedyś nawet ramiona wycinałem ręczną piłą (nie polecam). W drugiej kolejności zająłem się grubością. O ile wcześniej, a także teraz – do momentu wyznaczenia grubości majdanu, posługiwałem się linijką, to w przypadku ramion było to niemożliwe. Grzbiet łuku z pnia będzie miał naturalne krzywizny, więc poprowadzenie linii prostej jest złym pomysłem. Trzeba uwzględnić te krzywizny. Rzut z boku na rysunku to tylko uproszczenie. Tak mógłby wyglądać jedynie łuk z równej deski. Wyznaczyłem orientacyjnie dwa punkty: na początku ramienia – 17 mm, na końcu – 10 mm, a następnie narysowałem linię od ręki, na oko, zostawiając mały zapas na całej długości, prócz samego końca, gdzie zapasu było więcej (ostatnie kilka cm). Ostatecznie, gotowy łuk w najgrubszym miejscu ramienia ma 15 mm, w najcieńszym 9 mm, a przy gryfach 12 mm. Teraz jednak patrzysz na zdjęcie wstępnie wyciosanego kształtu z nadmiarem materiału, bo na takim etapie jesteśmy w poradniku.

Przyszła kolej na struganie. Do tego celu posłużył mi strug motylkowy. Drewno leszczyny, ze względu na często występujące małe sęczki, nie jest tym, które obrabia się najłatwiej (najlepsze doświadczenia mam z klonem), ale nie jest też jakoś specjalnie uciążliwe. Dla początkujących w sam raz. Niewielkie sęki były i w moim pniu, więc musiałem przy obróbce wziąć pod uwagę je, a także (niestety) uszkodzenie grzbietu. Nie wiem skąd się wzięło, musiałem uderzyć szczapą w coś twardego.

Przy sęczkach trzeba być ostrożnym, bo można wyrwać ostrzem struga za dużo drewna. Z kolei miejsce uszkodzenia potraktowałem w sposób specjalny – pozostawiłem tam więcej materiału i odciążyłem przy profilowaniu, ale o tym później.

Na tym etapie przy pomocy struga i tarnika uzyskuje się dokładniejszy kształt łuku, z zapasem materiału na brzuścu, który to nadmiar zostanie zdjęty podczas profilowania. Siła łuku będzie zależała głównie od grubości ramion. Podczas strugania konieczna może się okazać zmiana kierunku pracy, w zależności od biegu włókien. Należy tu postępować zgodnie z zasadą, by nie głaskać kota pod włos.

Za pierwszym razem chciałem zrobić łuk o sile około 25 kg. To był zły pomysł. W przypadku leszczyny trzeba uwzględnić fakt, że nie jest zbyt wytrzymała. Im grubsze ramiona, tym większe obciążenie dla drewna. To jeden ze słabszych tzw. łucznych gatunków. Tym razem postanowiłem zrobić łuk o małej sile, ale dobrze działający.

Profilowanie

Profilowanie to nadawanie ramionom takiego kształtu, by pracowały równomiernie. Innymi słowy: trzeba tak ostrugać łuk, żeby jego ramiona wyginały się jednakowo w każdym miejscu. Nie może być miejsc słabych, ani sztywnych. Do kształtowania (profilowania) potrzebna jest specjalna belka posiadająca zagłębienie, w którym można oprzeć majdan łuku, oraz nacięcia co kilka centymetrów, dzięki którym po naciągnięciu treningowej cięciwy, będziemy mogli ją zaczepić w danej pozycji. Cięciwa używana podczas profilowania powinna być dłuższa od łuku. Nie może go napinać. Aby użyć cięciwy, musimy wykonać na końcu ramion rowki. Ok 2 cm od końca ramienia. Nie za głębokie. Jedynie takie, by pętle cięciwy bezpiecznie spoczęły na gryfach, bez ryzyka, że się ześlizgną. Nie polecam robić rowków na grzbiecie, jeśli nic do niego nie doklejamy, bo osłabią lub przetną pierwszy słój. Nie będą to też ostateczne gryfy naszego łuku, bo najprawdopodobniej ich kształt ulegnie zmianie podczas profilowania – tak było w przypadku mojego łuku. Potraktujmy je po prostu jako wstępne nacięcia. Jeśli nie wiesz jak wykonać cięciwę, odsyłam do poradnika. Trzeba tylko zrobić mniejsze pętle, niż na filmiku.

Podczas kształtowania łuku, używam głównie struga motylkowego, wyregulowanego tak, by zbierał niewielkie ilości materiału. W późniejszej fazie nieoceniona staje się cyklina, która zbiera jeszcze mniej, bo precyzja zapewnia tu powodzenie. Najgorsze, co się zdarza (prócz złamania oczywiście), to przestruganie łuku.

Metody profilowania

1. Metoda obserwacji profilu.

Najbardziej znaną metodą profilowania jest obserwowanie profilu. Od niej też zacząłem. Napiąłem łuk na belce tak, by nieznacznie się ugiął (na zdjęciu widać późniejszą fazę profilowania). Dzięki temu można ocenić, w których miejscach należy ostrugać ramię. Wystarczy oznaczyć te miejsca na brzuścu liniami wykonanymi ołówkiem. Pomogą również równomiernie zdjąć materiał, bo pokazują jak ubywa wraz ze znikaniem oznaczeń. Zdejmujemy łuk z belki, strugamy, potem znów napinamy – i tak wiele razy. Jeśli łuk ugina się zbyt mocno – to miejsce oznaczamy jako słabe (na filmie widać literę S i linie graniczne) i strugamy silniejszą resztę. Jeśli jedno ramię ugina się mocniej, strugamy drugie, a to wszystko aż do uzyskania równego ugięcia poszczególnych ramion oraz balansu między nimi. W trakcie takich zabiegów, już od pierwszych ugięć warto wdrożyć drugą metodę.

2. Metoda kontrolowania stref zgniotu.

Wyginane drewno ulega zgniataniu. Odkształca się bezpowrotnie. Najbardziej zgniata się w słabych miejscach, a mocne zgniecenie prowadzi w końcu do złamania. W związku z tym, słabe miejsca trzeba zlokalizować jak najszybciej. Jeśli po iluś ugięciach ramion spojrzysz wzdłuż nich, obserwując odkształcenie, zauważysz, gdzie ramię odkształciło się w największym stopniu. Jeśli ramię ma słabe miejsce, dostrzeżesz w końcu „punkt przełamania”. Ta metoda pozwala dokładniej śledzić zmianę kształtu ramienia, a czasem wcześniej wychwycić słabe miejsca, niż przy użyciu metody pierwszej.

Powyżej widać równomiernie odkształcone ramię.

Drugie ramię ma przesunięty punkt obciążenia w stronę majdanu ze względu na uszkodzenie grzbietu znajdujące się mniej więcej w połowie ramienia. Tu jednak trochę przesadziłem i zrobiłem słabe miejsce. W trakcie kształtowania poprawiłem profil, nadal jednak odciążając zagrożony odcinek.

3. Metoda „na czucie”.

To wcale nie jest tak, że ramiona łuku o równym profilu uginają się równomiernie. Może tak być, jeśli łuk powstaje z równej deski – wtedy rzeczywiście równy profil to równe odkształcenie. Ale mój łuk ma krzywy grzbiet, bo z pnia jest, a nie z deski. Trzecia metoda polega na uginaniu łuku, podczas gdy jedna ręka łapie za ramię. Ugięcie jest wyczuwalne. Dwie poprzednie wizualne metody mają tę wadę, że po to, by lepiej ocenić profil, należy mocniej ugiąć łuk, bo wtedy błędy są bardziej widoczne. W metodzie „na czucie” nie trzeba tego robić w tak znacznym stopniu. Na dodatek można w ten sposób wyczuć nieprawidłowości w profilu, gdy gołym okiem już ich nie widać. Profilowanie „na czucie” wymaga jednak więcej wprawy i doświadczenia.

Trenowanie łuku

Trenowanie łuku jest rozpowszechnionym zagadnieniem, więc je tu poruszę, a konkretnie napiszę, że ja tego nie robię. A przynajmniej nie tak intensywnie jak zaleca to Drewniany łuk średniowieczny. Czemu? Po prostu nie widzę sensu w uginaniu kilkaset razy łuku o złym profilu, a podczas profilowania wyginam go tyle razy, że dodatkowego treningu przed zaczepieniem o kolejny rowek na belce nie uważam za konieczny. Utwierdziła mnie w tym przekonaniu książka Łukasza Nawalnego Tajemnice drewnianego łuku i późniejsza praktyka. Pewnego rodzaju trening serwuję jednak łukom, gdy zaczynam z nich strzelać – nie naciągam ich na początku na pełną długość.

Skręcenie ramienia

Podczas profilowania (zwłaszcza łuku płaskiego), może się pojawić problem ze skręceniem ramienia. Zauważysz to po tym, że Twój łuk zamienia się częściowo w śmigło. Krótko mówiąc, ramię w pewnym miejscu może zacząć się przekręcać. Nie nagrałem tego, bo byłem zbyt przejęty faktem, że dzieje się coś złego, ale przydarzyło się to też mojemu łukowi. Skręcenie może być spowodowane wadliwą strukturą drewna (skręceniem włókien) albo nierówną grubością ramion.

Zasada jest taka, że ramię skręca się w słabszą stronę, więc trzeba opiłować przeciwną. Bardzo pomaga obniżenie rowka na cięciwę po silniejszej stronie, bo wtedy pętla będzie mocniej ciągnąć za wyżej usytuowaną część gryfu, i podczas naciągania będzie odkręcać skręcenie.

Skręcanie najpierw można obserwować, gdy łuk jest napięty na belce (powyżej równo pracujące ramię, już po korekcie).

Później, gdy profil będzie wyglądał na zadowalający, zakłada się cięciwę o właściwej długości. Dzięki niej można sprawdzić, czy leży ona w osi łuku. Małe odchylenia w niczym nie przeszkadzają, o ile krzywizna jednego ramienia wyrównuje w skali całości drugie ramię.

Nie pękaj!

To do Ciebie. O łuk w tym momencie jestem już spokojny. Zwłaszcza, że siła 12 kg nie powinna być dla niego groźna. Wcale nie mówię, że ma idealny profil, bo nie ma, ale na pewno się nie złamie. (Tylko nie mogę tak długo kadrować i muszę jak najszybciej zdjąć go z tej belki!)

Jednak Ty możesz złamać swój drugi łuk. I trzeci też. Jest wiele czynników, które mogą na to wpłynąć. Jednemu nie złamie się już za pierwszym razem, bo np. ma długi, niedosuszony materiał, który lepiej zniesie błędy (choć mocniej ułoży się za cięciwą), drugi zaś będzie łamał łuk po łuku, z dobrze wysezonowanych, dobrej jakości szczap, bo np. będą za krótkie, bo będzie chciał uzyskać zbyt dużą siłę jak na dany materiał, bo krzywo ostruga i ramiona się skręcą, albo wymyśli zbyt dużą długość naciągu. No właśnie. Ważna rzecz. Na jaką długość naciągać? Mój łuk ma 158 cm długości (między gryfami, bez cięciwy) i naciągam go maksymalnie na 60 cm. Może mógłbym na 65, ale nie chcę ryzykować, bo ładnie wyszedł. Przy 175 cm i braku uszkodzeń oraz większych sęków, a najlepiej przy lepszym materiale (np. jesionie), pewnie naciągałbym już normalnie (jak dla siebie) na 28 cali (71 cm). Jeśli łamiesz łuki, to prawdopodobnie nie umiesz profilować, dlatego każdemu początkującemu polecam zacząć od kształtowania patyków, których tak bardzo nie żal.

Wykończenie

Określenie to może kojarzyć się ze stanem psychicznym w ostatniej fazie profilowania. Ja tak przynajmniej mam. Męcząca rzecz, jeśli chce się dobrze ukształtować łuk. Ale kiedy dochodzi do momentu, gdy stwierdzam, że nie trzeba już więcej strugać, zmęczenie ustępuje od ręki, a pojawia się euforia. Kiedy łuk nabrał już odpowiednich kształtów, pozostało zaokrąglić gryfy, a całość wygładzić papierem ściernym.

Rysunek kory na grzbiecie pozostał. Co zrobić później? Decyzja należy do Ciebie. Ja zakonserwowałem drewno jedną warstwą lakierobejcy, a później położyłem jedną warstwę półmatowego lakieru bezbarwnego. Majdan (co widać na filmie, w wersji alternatywnej) obszyłem materiałem skóropodobnym, ale uznałem, że to nie pasuje do tego łuku, więc przeciąłem szew i owinąłem majdan lnianą dratwą, którą następnie zawoskowałem.

Owijka podkreśliła jego charakter. I oto nadeszła wyczekiwana chwila. Mój łuk płaski z leszczyny jest gotowy.

 

Wyniki

Łuk często ocenia się po tym „ile się ułożył”, tzn. jak bardzo się odkształcił przez wyginanie. W przypadku mojego łuku odkształcenie od płaszczyzny w spoczynku po strzelaniu wynosi 3,5 cm na jednym ramieniu i 4,5 cm na drugim (miałem z nim problemy od samego początku). Jak na łuk płaski z leszczyny nie jest źle. Przy większej sile, po dłuższym okresie strzelania, byłoby pewnie 5-6 cm. To dobry wynik dla tego gatunku. Jeśli leszczynowy łuk ułoży Ci się na 8 cm, jest niepokojąco. Powyżej 10 cm zastanów się, czy profil nie jest tragiczny, a drewno mokre.

 


Przedruk, kopiowanie oraz jakiekolwiek powielanie artykułu i zdjęć, jedynie za zgodą autora i wskazaniem miejsca pierwszej publikacji.